Minął rok, dalej jest transpłciowy blog

Jak rok temu zakładałam bloga, nie wiedziałam czy ma to sens, czy się uda cokolwiek. Tymczasem transpłciowy blog ma się dobrze, nie spodziewałam się tego. Trochę podsumuję i powspominam ostatni czas w moim życiu i okolicy bloga. Sprawy niezwiązane z transpłciowością pozwolę sobie pominąć. Czyli chyba większość.

Co było rok temu?

Byłam w trakcie procesu o ustalenie płci, tuż przed wizytą u biegłych. Jeździłam regularnie na spotkania grupy wsparcia.  Właśnie rok temu, wracając ze spotkania doświadczyłam transfobicznego ataku. Opisałam to w drugim wpisie. Początkowo nie docierało, że ten słowny atak był na mnie. Przez tą traumę postanowiłam założyć bloga. Dać gdzieś uciec myślom. Chyba się udało? Niedługo potem postanowiłam się udać na konsultację w sprawie operacji i niedługo potem zdecydowałam o jej czasie i miejscu.

Grupa wsparcia

Na grupę wsparcia chodziłam już bardziej z sentymentu do osób ją tworzących. To ja bardziej dzieliłam się wiedzą z innymi osobami, niż sama jej potrzebowałam. Podobno całkiem ładnie potrafię tą wiedzę przekazywać. Przyznaję, miałam w pewnym czasie obsesję na punkcie czytania wszystkiego na temat transpłciowości.  😉 Troszkę też dowiedziałam się jak to wygląda w przypadku tranzycji w drugą stronę – z kobiecego ciała w kierunku jego maskulinizacji. Część z rozmów na grupie, część z internetu. Opowiadałam na spotkaniach rok temu co u mnie aktualnie się dzieje. A działo się. Przykładowo – charytatywny pokaz mody. Wiązało się to lekko z tym, że jestem transseksualną kobietą. Do tego inna osoba z grupy robiła zdjęcia.

Rok szybko leciał…

Bloga założyłam na darmowej domenie, miałam jakiś tam tani hosting wykupiony. Nic mnie to finansowo nie kosztowało, by zacząć pisać. Zaczęłam tworzyć. Troszkę zeszło na ustawienie wszystkiego, lekką modyfikację domyślnego stylu i dodanie grafiki w tle strony głównej. Krótki wpis powitalny, później troszkę dłuższy drugi post o ataku na mnie. Bah, jest blog. Na tym mogło się skończyć. A jednak zaczęłam opisywać sprawy aktualne. Zamiast opowiadać znajomym, mogli czytać bloga. Czasem ich  tu odsyłam. 😉

Rozwój

Zachciałam upiększyć wpisy zdjeciami. Czasem idealnie się wpasowującymi w temat, czasem mało. Niedługo potem na Facebooku  założyłam profil dla bloga. Traktowałam to jako promocję i miejsce na krótkie wpisy, czy opinie o jakiś artykułach w internecie na temat transpłciowości. Już nie tylko pisałam o sobie, ale też zaczęłam edukować w tym temacie. Osoby cis-płciowe zaczęły trafiać na mojego bloga. Dotychczas czytały mnie raczej osoby transpłciowe z forum. Też zaczęła działać poczta pantoflowa! Mój blog pojawia się też w wyszukiwarce – pod hasłem „blog ka” (stąd taka nazwa domeny, ale o tym za chwilę). Też widzę, że sporo osób trafia szukając informacji o HRT – terapii hormonalnej. Głównie typu m/k – dla trans kobiet. Nic dziwnego, o takiej głównie piszę.

Spore zainteresowanie wzbudziły moje wpisy o operacji korekty narządów płciowych SRS/GRS. Stawiam, że zarówno osoby cis-płciowe jak i transpłciowe były zainteresowane tematem. Widzę to po statystykach, choć każda pokazuje troszkę inaczej, to wzrost był znaczny. 🙂 Teraz zainteresowanie spadło, ale nadal jest choć nie piszę już tak dużo. Nie mam zbytnio o czym, a wracanie do przeszłości to nic fajnego. Wracając do statystyk, część ruchu im umyka, poczytność pewnie jest większa. Ostatnio pojawiło się wejście z Reddita, ktosia o mnie pisała.

Facebook

Na portalu społecznościowym można dotrzeć do innych osób niż przez fora. Są one dość hermetyczne. Jednak do ludzi na portalu też trzeba jakoś dotrzeć. Udostępniałam czasem wpisy na grupie FB dla osób transpłciowych. Wtedy więcej osób to przeczyta, jakiś ułamek przeczyta więcej. Innym sposobem promocji jest komentowanie jako strona bloga w tematycznych wpisach. Daje to chwilowe wzrosty poczytności.

Zaczęłam też robić nakładki na profilowe z okazji różnych świąt powiązanych choć trochę z transpłciowością. Same się rozchodzą. Ludzie szukają nakładek jak chcą, czasem widzą u znajomych i też ustawią. Ma to niewielki wpływ na popularność bloga. Najlepiej rozchodzą się te w języku angielskim. Ostatnia, o Dniu Przeciwko Homofobii, Transfobii i Bifobii odniosła zaskakujący sukces – ponad 4,5 tysiąca użyć! Albo i więcej. Facebook wyłączył pokazywanie tej ilości. Szkoda. Dawało mi to satysfakcję i motywację do tworzenia. Za to gdzie nie weszłam na Fejsie, to gdzieś czasem tą moją nakładkę widziałam. 🙂

Instagram

Coś mnie pokusiło i niedawno założyłam też konto na tym portalu. Zauważyłam pewno związki tematyki transpłciowości i ruchu ciało-pozytywnego. Postanowiłam zaznaczyć ten akcent w nim. Z jednej strony – warto akceptować siebie, operacje mogą nic nie poprawić. Albo poprawić, ale kompleksy mają inne źródło. Czasem zwalamy wszystkie problemy coś innego, np. na nadwagę. Schudniemy i dalej jesteśmy tą samą osobą z problemami. Za to jak mamy dysforię płciową,  to nie zaakceptujemy nigdy swojego wyglądu nie pasującego do płci faktycznej. Choć czasem widzimy płeć przypisaną przy urodzeniu tam gdzie jej nie widać już. Miałam tak z paznokciami. Choć, może piłowanie paznokci troszkę zmieniło ich kształt.

Minął rok

Mogłam porzucić bloga, nic nie pisać. Dotychczasowej domeny nie trzeba wykupywać co rok. Co innego serwer. A bez hostingu strona by znikła w sieci. Jakby blog okazał się niewypałem, to tak by się stało. Szkoda by mi było go wysłać do /dev/null. Mogłam przedłużyć tani hosting. Jednakże nie byłam z niego zadowolona. Czasem strona wolno działała, czasem pokazywały się błędy. A lepszy serwer, wydajniejszy, kosztuje więcej.

Do tego Google zapowiadało obniżanie pozycji stron bez szyfrowania. Nie mogłam go włączyć na darmowej domenie ka.one.pl. Postanowiłam, że warto kupić domenę. Pierwszy rok to koszt kilkunastu złotych. Kolejne – 60-100 zł, zależnie od miejsca. Razem wychodzi całkiem spora kwota, jak na coś, na czym korzystają głównie inni. Mając spore wydatki ostrożnie wydaję pieniądze. Wahałam się czy założyć jakąś zbiórkę pieniędzy na ten cel. Parę znajomych osób mnie do tego przekonało. Sama miałam wątpliwości czy ktokolwiek coś wpłaci. Choć wiedziałam, że są osoby co uważają bloga za coś wartościowego.

Zrzutka.

To była spontaniczna akcja. Szybko się zaczęła i szybko skończyła. Był to też stres. Pewna osoba poinformowała mnie o jednym z portali do tego celu, co nie pobiera prowizji. Zrzutka.pl. Na innych jest prowizja portalu (2,5-5%), do tego prowizja szybkich płatności, jakieś 2,5%. A jeszcze zachęcają wpłacających o dodanie kilku zł dla nich. Jakoś utrzymać się muszą. Tam nie było tych kosztów. Za to była weryfikacja konieczna do wypłaty zebranej kwoty. Napisałam opis zbiórki, kilka osób wpłaciło, kilka udostępniło, za co serdecznie dziękuję.

Weryfikacja polegała na przelaniu 1 zł z konta bankowego, tym samym podając dane na jakie jest to konto. Udało się uzbierać wystarczającą kwotę. Wtedy zweryfikowali konto, ustawiając publicznie widoczne moje dane osobowe. Był to dla mnie wielki stres. Kto zna temat domyśla się dlaczego. Transfobia jest niestety nadal powszechna i po prostu się przeraziłam. Cały czas mieszkam w tym samym mieście, co osoby jakich mogę się bać.  Zasłaniając się regulaminem nie mogli ich usunąć. Co z tego, że takie dane nikomu nic nie mówią. Jestem znana jako Ka, a nie Genowefa Pigwa. Nie ma to żadnej wartości dla wpłacających. Nie stwierdzą, czy środki pójdą do właściwej osoby. Czym prędzej wypłaciłam środki i skasowałam konto wraz ze zrzutką.

Hosting i domena

Jak już wiedziałam co chcę zrobić, to przeniosłam bloga na nowy, lepszy hosting. Dostałam nawet propozycję darmowego hostingu, za co serdecznie dziękuję! Dowiedziałam się też gdzie kupić domenę, by nie przepłacić. Wiedziałam, że można się nieźle wkopać kupując ją za 0 zł lub 1 zł, a potem odnowić za kilkaset zł. Takie są promocje. Przeniesienie bloga na nowe miejsce w sieci nie było trudne. Mam w tym pewne doświadczenie. Kopia bazy danych, zgrać pliki. Potem wgrać pliki i kopię bazy na nowy serwer. Przeniesienie ruchu to już było zadanie dla domeny. Ustawiłam ją na nowy serwer korzystając z godzin nocnych. Takie przenosiny zawsze trwają jakiś czas.

Wolałam nie ryzykować jednoczesnej przeprowadzki na nowy hosting i nowy adres domenowy. Jak się udała pierwsza rzecz, to kupiłam domenę blogka.pl. Przeniesienie na nowy adres było dla mnie trudniejsze, włączyłam nowy dość łatwo. Jednak trzeba było przekierować wszystko z ka.one.pl walczyłam z tym trochę. Jak widać, działa prawidłowo. 🙂 Nową domenę co roku należy opłacać, albo opłacić z góry na kilka lat. Mimo tej przykrej sytuacji z zrzutką, może również Was poproszę o wsparcie. Teoretycznie można wpłacać przez PayPal na maila ka@blogka.pl. Jednak nie testowałam.

Rozpisałam się, kto doczytał – dziękuję za wytrwałość!

6 odpowiedzi do “Minął rok, dalej jest transpłciowy blog”

  1. Cieszę się z nowego hostingu, wreszcie serwer nie blokuje mi mojego czytnika RSS (chyba stary hosting banował adresy IP z serwerowni OVH).

    Chętnie przekażę ci jakąś dotację jesli będzie można. Pozdrawiam i dziękuję za tego bloga 🙂

    1. Tak właściwie, to możesz przetestować przekazanie dotacji przez PayPal na podanego maila. Jakąś symboliczną złotówkę. 🙂

    1. Też mam taką nadzieję, ale tego pierwszego nie gwarantuję, tematy mogą się skończyć, o mnie nie poczytacie. 😉

Wyraź swoje zdanie:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.