Mam prawo decydować! — o własnym ciele, o sobie.

Mam prawo, czy nie mam? Na jednym z gdańskich protestów, wybrzmiało moje przemówienie. Może niezbyt donośnie, ale parę osób uznało, że jest wartościowe. Zwróciłam w nim uwagę na kilka ważnych, moim zdaniem, kwestii dotyczących osób transpłciowych i niebinarnych, a także ciąży, aborcji i prawa do decydowania o własnym ciele, o sobie. Chciałabym zacząć ten wpis od przywołania tego, co już powiedziałam na proteście.

Przemówienie z Gdańska: Mam prawo decydować!

Jestem Ka, jestem transpłciową dziewczyną, przypisano mi przy narodzinach płeć męską, według wyglądu genitaliów. Jednak facetem nigdy nie byłam, zawsze byłam kobietą, choć nie było widać tego w lustrze. Odkręcenie tej pomyłki wymagało wiele wysiłku, musiałam zaufać swoim odczuciom. Musiałam udowodnić lekarzom własną płeć, pozwać rodziców i przekonać sąd, by mieć właściwe imię w dokumentach. Z faktu kim się urodziłam, z tożsamości płciowej, zrobiono sprawę polityczną!

Co to ma wspólnego z aborcją? Myślę, czuję, decyduję! To prawo każdej osoby, prawo do decydowania o własnym ciele. Osoba w ciąży nie przestaje być człowiekiem, nie staje się inkubatorem dla płodu, potrafimy wiele poświęcić, gdy chcemy mieć potomstwo. Jednak nie można nikogo do tego  zmuszać!

Tranzycja medyczna, a w szczególności operacja korekty narządów płciowych, powoduje bezpłodność. Zdecydowałam się na  to, a ten fakt nie był dla mnie problemem. Może chciałabym mieć dzieci, jednak nigdy nie chciałam być „ojcem”! Chciałam tylko żyć w zgodzie z własnymi potrzebami!

Zakaz aborcji uderza w nas wszystkie i wszystkich. Niezależnie od płci, orientacji seksualnej, poglądów politycznych i  miejsca zamieszkania. Nie każda osoba będzie w ciąży, ale wiele osób już teraz potrzebuje, lub będzie potrzebowało aborcji. Ten zakaz uderza teraz bezpośrednio w te osoby, jednak jest jasnym sygnałem, że każde podstawowe prawa mogą nam być odebrane. Osoby z macicą to cispłciowe kobiety, ale też transpłciowi mężczyźni i osoby niebinarne. Nie wszystkie kobiety mają macice, ale wszystkie stoimy teraz razem w imię wolności każdego i każdej.

Lata propagandy celującej we frustrację, miały na celu skłócić nas, wykorzystać braki w wiedzy, wywołać życie w ciągłym strachu, które  przekłada się na wzajemną agresję. Jednak ten niby wyrok, niby niezależnego trybunału, wkurzył nas i pokazał, jaką jesteśmy wielką siłą! 

Mam prawo do rezygnacji z płodności i rodzicielstwa?

Wiele osób z dużymi zasięgami mówi o prawach kobiet, o kobietach, którym zakazuje się przerywania niechcianej ciąży, całkowicie pomijając lub tylko umieszczając gdzieś na końcu wspomnienie, że osoby z macicami to też osoby niebinarne i transpłciowi mężczyźni. Oczywiście nie wszystkie osoby niebinarne urodziły się z macicami, jednak dokładnie to samo dotyczy cispłciowych kobiet. Wynika to z faktu istnienia osób interpłciowych, którym przypisano płeć żeńską według wyglądu genitaliów, a ich tożsamość płciowa również jest żeńska, choć niekoniecznie urodziły się z macicami i gonadami typu żeńskiego. 

Musimy również pamiętać o cispłciowych kobietach, którym usunięto te narządy operacyjnie, zazwyczaj z powodu nowotworu, lub innych ciężkich chorób, bo w tym kraju muszą być poważne przyczyny, by pozbawiać kobiety płodności. Nie można o swojej płodności dowolnie decydować. U transpłciowych mężczyzn potrzeba do tego wyroku sądu określającego ich płeć jako męską. Zresztą, podobnie jest u transpłciowych kobiet, praktycznie żaden chirurg w Polsce nie usunie gonad bez podkładki w postaci analogicznego wyroku.

Kontrola nad rozmnażaniem

Jak pewnie wiecie, skoro czytacie ten blog, terapia hormonalna oznacza utratę płodności. W przypadku transpłciowych kobiet dość szybko następuje tymczasowa jej utrata pod wpływem zablokowania testosteronu. Ustaje spermatogeneza (wytwarzanie spermy, nasienia i plemników), w przypadku poziomu testosteronu w górnej granicy normy kobiecej nadal może następować erekcja w trakcie podniecenia. Jednak produkowana wydzielina już raczej nie będzie zawierała zdrowych i zdolnych do zapłodnienia plemników. Owszem, ryzyko istnieje zawsze, a zaprzestanie przyjmowania hormonów może wznowić produkcję materiału rozrodczego, jednak po miesiącach HRT jest duże prawdopodobieństwo trwałej utraty płodności. 

Gwałt i ciąża transpłciowego mężczyzny

Podobnie wygląda sytuacja u transpłciowych mężczyzn, przyjmowanie hormonów powoduje, że cykl menstruacyjny ustaje (zazwyczaj). Choć ryzyko zajścia w ciążę nadal jest, a odstawienie testosteronu może przywrócić płodność. Był w Polsce przypadek zgwałconego transpłciowego mężczyzny, który zaszedł w ciążę i urodził dziecko. Jako że miał już za sobą ustalenie płci i „męski” PESEL, pojawił się problem z aktem urodzenia dziecka. Po długich sprawach sądowych spisano ten akt, w pozycji matki wpisując nieaktualne dane ojca. Takie mamy absurdy prawne.

Mrożenie materiału rozrodczego

Dość prostą metodą można zachować płodność „na później”, zamrażając w bardzo niskiej temperaturze materiał rozrodczy osób z gonadami typu męskiego (jądrami). W praktyce część transpłciowych kobiet chce zamrozić nasienie lub decyduje się na potomstwo przed rozpoczęciem tranzycji medycznej. Jest też grupa, która tego nie chce, do której ja się zaliczam. Powody bywają różne, mnie przerażała procedura oddania materiału genetycznego do mrożenia. Miałam zbyt silną dysforię płciową, podobnie wizja używania tego narządu w celach rozrodczych lub innych była traumatyczna. Nie chciałam też być wpisana w akcie urodzenia jako „ojciec” wraz z moim deadname, to imię nie bez przyczyny jest nieużywane i „martwe”. 

Do tego obecnie w Polsce nie tak łatwo zamrozić nasienie, a jeszcze trudniej je wykorzystać. Dlatego część transpłciowych kobiet woli zrobić to za granicą. Koszty  tego zabiegu nie są bardzo wysokie, jednak nie znam szczegółów, nigdy nie byłam tym  zainteresowana.

Na co komu dragi, jak jest TVP?

Rozmawiałam ostatnio z moim ojcem przez telefon. Wniosek mam jeden, przedawkował TVP. Jednak zacznijmy od początku. Nie mieszkam z rodzicami, jest epidemia, najczęściej kontaktujemy się telefonicznie. Boi się o swoje zdrowie, ma uraz do poprzednich rządów, poczucie, że politycy kradną, a zwykły człowiek nic nie dostaje. Takie populistyczne hasła padają na podatny grunt. W mediach często słyszymy o kolejnych aferach, ale władza kradnie, jak każda inna. Jednak ta jest inna, bo coś daje. Emeryci i renciści nie bez przyczyny dostali „trzynastkę”, to wzmocniło przekaz o robieniu czegoś dla ludzi. Wskazywanie wroga też działa skutecznie, poprzednie władze są dobrym obiektem, nieznani imigranci też byli dobrym paliwem na chwilę. Później przeszło na LGBT. 

Propaganda jest zmyślnie stworzona, mój ojciec zaakceptował mnie, swoją transpłciową córkę, widzi, że jestem normalną osobą. Jednak dał sobie wmówić, że istnieje złowroga ideologia LGBT i wrogie organizacje ze zgniłego zachodu. Po długich rozmowach udało się mu wytłumaczyć, że to nieprawda. 

Tym razem usłyszałam, że strajki kobiet są faszystowskie i finansowane przez Niemcy i Angelę Merkel. Według TVP i mojego ojca błyskawica w symbolu Strajku Kobiet jest tą z Hitlerjugend (dosłownie Młodzież Hitlera). Jedno i drugie jest bzdurą, osoby strajkujące robią to z własnej woli i same finansują swoje działania. Wspomniana organizacja używała na sztandarach jedną runę sig (ᛋ), a Schutzstaffel (SS) dwie runy sig ᛋᛋ. TVP porównywała symbol błyskawicy  do symbolu runy sig. Symbol błyskawicy jest szeroko używany od skrzynek elektrycznych, przez oddziały grup szturmowych AK w Powstaniu Warszawskim, wojska łączności, czy jednostkę GROM. Nie ma to nic wspólnego z runą, ale niewielkie podobieństwo graficzne wystarczyło, by przekonać osoby takie jak mój rodzic, że jest to coś złego i groźnego. Strategia odwrócenia znaczenia ma się dobrze.

Kto ma prawo żyć i wybierać?

Życie to coś ciągłego, w mojej ocenie ciąża nie jest tworzeniem nowego życia, a kontynuacją życia na ziemi, które się ciągnie od milionów lat. Owszem prowadzi do powstania nowych osobników, jednak trudno nazwać embrion, zarodek, czy płód samodzielną jednostką. Inaczej dojdziemy do karania osób z macicami za nawet naturalne poronienia. W prawie do bezpiecznej aborcji chodzi o prawo do kontroli nad własnym ciałem. Osoba w ciąży nie przestaje być osobą, nie można jej zmuszać do kontynuowania ciąży, ani do jej zakończenia. Często wspominany Hitler i naziści wymuszali aborcję na osobach niepasujących do ich koncepcji „rasy nadludzi”, a zakazywali jej osobom, które pasowały do ich ideologii. Nie było tam prawa do wyboru, były nakazy i zakazy.

MY wiemy lepiej co jest dla CIEBIE lepsze

Ostatnio znów powrócił pomysł hospicjów antyaborcyjnych przymusowych dla osób, które są w ciąży i płód nie ma szans na normalny rozwój. Ogłasza się to jako pomoc psychologiczną, opiekę, a jest odbieraniem prawa do wyboru. Władza autorytarna lubi decydować o wszystkim za wszystkich. Nie jest to dobre, gdy nie pyta się jednostki, co jest dla niej dobre. Nie wpływa to pozytywnie na dobrostan psychiczny. Podobne tylko ja wiedziałam, czy mam taką, czy inną tożsamość płciową, czy terapia hormonalna, tranzycja medyczna mogą mi pomóc. Zaufałam swoim potrzebom i silnym pragnieniom. Czułam to, miałam wątpliwości co do społeczeństwa, zdecydowałam, nie żałuję, miałam prawo.

Myślę, czuję, decyduję!

Jedna odpowiedź do “Mam prawo decydować! — o własnym ciele, o sobie.”

  1. Cześć. Masz całkowitą rację! To, co teraz się dzieje to jakaś istny koszmar. Szkoda tylko, że wiele ludzi nie rozumie, nawet gdy im się to tłumaczy. Ale cóż.. Nie można się poddać!

Zostaw komentarz:

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.