Rok w tranzycji – historia Zuzy

Dziś jest potrójne święto. Po pierwsze Zuza obchodzi swój pierwszy rok w tranzycji. Po drugie ja (Ka) trzecią rocznicę operacji dołu. A dodatkowo jest Międzynarodowy Dzień Kobiet. Trudno też umknąć przed ostatnimi wydarzeniami, jakie przewijają się w polskiej części internetu. Tym bardziej że dotyczą one bezpośrednio osób transpłciowych. Media społecznościowe dobrze zarabiają na naszych negatywnych emocjach. Niestety, nie ułatwia to podejmowania właściwych decyzji. Zapraszam do lektury historii transpłciowej dziewczyny – Zuzanny, opisuje ona ostatni rok w swoim życiu. ~Ka.


Yay, dziś jest 8 marca święto kobiet i także rocznica mojego osobistego osiągnięcia w postaci roku życia na „pełnej kurwie” jako ja. Przełamanie się do rozpoczęcia życia w zgodzie ze sobą, jak i podjęcie decyzji o tranzycji było strasznie ciężkie. Nie przez chujowych lekarzy wymagających dwuletniego testu realnego życia™®, na których miałam nieprzyjemność trafić na początku tranzycji i przez których podjęłam się selfmedu (na szczęście już jestem pod profesjonalną opieką lekarską). Czy osób z mojego byłego otoczenia, których „wsparcie” i rady wypadałoby wsadzić tam skąd wyszły.

Strach przed tranzycją wywołany mediami

Tak naprawdę największym problemem, który utrudniał tę decyzję był obraz osób transpłciowych, który przez lata widziałam w mediach lewej, prawej, pionowej, i południowej strony mediów. Obraz skupiający się głównie na wyimaginowanej wizji cierpienia, jakie spotyka osoby trans, praktycznie fetyszyzujący w swój własny pokręcony sposób, wykręcający do pasującej dla każdej strony narracji. 

Od dziecka straszono mnie tym, że koszta tranzycji w Polsce są kosmiczne, że osoby trans tak naprawdę to przestępcy seksualni, że nigdy w 100% nie będę sobą i spędzę resztę życia w długach związanych z tranzycją, że moje życie będzie wieczną walką z pełzającą coraz dalej dysforią, że moja tożsamość to jedynie powód do nieśmiesznych żartów i ataków personalnych. Mogłabym wymieniać dalej, ale o mój bobrze jak ten obraz jest daleki od prawdy to żodyn z dzbanów piszących o tranzycji jako cierpieniu nie ma żadnego pojęcia. 

Czy mieli rację? Za żadne skarby

Rozpoczęcie życia w zgodzie ze sobą było najlepszą z decyzji w moim życiu. Nie dość, że przestałam w sporej części odczuwać dysforię płciową, która wcześniej przygniatała mnie do samego dna, to jeszcze przybyło mi na  tony pewności siebie. Dzięki temu robię rzeczy, których kiedykolwiek wcześniej bałabym się zrobić, zaczęłam działać społecznie w wielu inicjatywach i bezpośrednio pomagać. Działania społeczne to coś, co chciałam robić zawsze, i od zawsze, to coś, do czego brakowało mi odwagi, siły i pewności siebie. Do dziś nie wierzę, że kiedykolwiek uwierzyłam temu całemu pierdoleniu o tranzycji jako wiecznym cierpieniu i wiecznej walce z dysforią jak i z pełzającymi wszędzie transfobami.

Terfy („feminiski” wykluczające osoby trans), jak i wszelakie transfobiczne stwory oczywiście istnieją i dodają łyżkę dziegciu do jakości życia każdej transpłciowej osoby. Jednak mam szczęście żyć w czasach gdzie nigdy nie będę szła sama w tej nierównej walce przeciw uprzedzeniom utkanym z najczystszej nienawiści i niewiedzy. Ostatnie dni po raz kolejny uświadomiły mi, jak bardzo ważne jest wsparcie z zewnątrz, jak ważny jest nacisk na piętnowanie nienawiści i jak bardzo komfortowe jest zobaczenie, że inni też są wkurwieni tym, co się dzieje. Szczególnie że przez całe wcześniejsze życie czułam się z tym całym kabaretem sama, bez jakiejkolwiek nadziei na wsparcie. 

Działać społecznie? Jeszcze jak!

Działanie w inicjatywie trans pomocowej takiej, jaką jest Fundusz im. Milo Mazurkiewicz, jak i świadomość powstawania i istnienia innych inicjatyw trans pomocowych takich jak Grupa nieustającej pomocy daje mi nadzieję na to, że kiedyś w końcu będzie normalnie, że dzieciaki w przyszłych pokoleniach będą mieć świadomość, że nie muszą iść samotnie tą drogą.

Też zwiększająca się świadomość społeczna na temat transpłciowości pozwala mi mieć nadzieję na to, że kiedyś będzie lepiej, że obecna nieludzka procedura korekty danych metrykalnych zostanie gdzieś na śmietniku historii. Daje również nadzieję na to, że dostęp do godnej tranzycji  i odpowiedniej opieki medycznej na NFZ będzie czymś oczywistym.

Jednak ta procedura na śmietnik jeszcze nie trafiła. Dostęp do tranzycji nadal jest zależny w sporym stopniu od majątku, jak i miejsca zamieszkania osoby podejmującej tranzycję. Terfy i inne transfobiczne stwory nadal szaleją na polskiej scenie politycznej, a media nadal mówią o tranzycji jako o potężnym cierpieniu.

Na cały ten syf mogę tylko odpowiedzieć w jeden sposób. Czas walczyć o prawa trans TERAZ. Nie za 15 minut, nie po zmianie władzy, tylko w tym momencie.

Słowniczek pojęć:

  • TERF – Trans Exclusionary Radical Feminist – Osoby wykluczające osoby trans z feminizmu,
  • Selfmed – Leczenie się na własną rękę. 

Zuza


Jeżeli chcesz też zamieścić swoją historię na blogu Ka, to zapraszam do kontaktu.

Jedna odpowiedź do “Rok w tranzycji – historia Zuzy”

  1. Dokładnie. Uważam tak samo. Gratulacje dla Was oby dwu. Życzę wszystkiego co najlepsze i pozdrawiam

Zostaw komentarz:

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.