Wyprawa na nieplanowaną kontrolę gojenia

Ostatnio dzwoniłam do kliniki, ot troszkę się martwiłam przebiegiem procesu gojenia. Niestety przez telefon ciężko to ocenić, zostałam poproszona o przyjazd na kontrolę. Niestety to oznaczało długą i dość kosztowną wyprawę do stolicy. Ostatnio byłam tam jakoś tydzień wcześniej, na kolejną kontrolę miałam pojawić się miesiąc później.

Jestem rannym ptaszkiem

Postanowiłam wybrać się do kliniki kolejnego dnia, kupiłam bilet na porannego szczupaka, co oznaczało pobudkę o 5:30. Przynajmniej w teorii. Ostatnie noce były długie, zasypiałam, budziłam się po paru godzinach, piłam troszkę, zmieniałam pozycję – zwykle kilka razy w ciągu nocy. Nie biorę już przeciwbólowych, w miejscu operacji już mnie aż tak nie boli, a na ból szanownych czterech liter od leżenia i tak nie pomogą. Co ciekawe i tak byłam bardziej wyspana niż siostra.

Zjadłam śniadanie, wzięłam leki, ubrałam się i wyszłam na autobus, wraz z siostrą jadącą do pracy. Wsiadłyśmy, nawet nie siadałam, kilka przystanków dalej przesiadłyśmy się na kolejkę podmiejską. Niestety był niski peron, a “kibel” jest przeznaczony na wysokie perony. Powoli się wspięłam po stromych stopniach. Na szczęście już raczej nie krwawię ze szwów, skutki uboczne narkozy dawno minęły. Ostrożnie usiadłam na krawędzi fotela – tak nie ma nacisku na krocze. Nie miałam ze sobą roweru oczywiście, więc nie musiałam szukać menel class. 🙂

Wysiadałam już sama, na szczęście był wysoki peron, a zamiast schodów była pochylnia. Miałam czas, więc poszłam kupić bilet na powrót, ostrożnie zakładając późny powrót. Jak się później okazało, mogłam kupić bilet na wcześniejszy pociąg. Poszłam do tunelu, wjechałam windą na peron, pociąg już stał. Ostrożnie po schodkach weszłam, wyjęłam dmuchaną poduszkę w kształcie U, usiadłam na swoim miejscu. Pociąg ruszył, niedługo później zaczęło się robić biało za oknami. Miałam wiosenną kurtkę, założyłam, że nigdzie nie będę chodzić pieszo.

Warszawa

Po kliku godzinnej podróży bolała mnie kość ogonowa, ale za to nie martwiłam się o uszkodzenie czegoś. Bez problemów wysiadłam z pociągu i udałam się na górę dworca centralnego. W stolicy na dworcu dość ciekawie się jedzie windą ze skrajnego peronu, najpierw z peronu na -2 na -1, potem do innej windy, kawałek obok, można wjechać na poziom 0. Następnie zadzwoniłam po najtańszą taksówkę jaką znałam (8 zł za trzaśnięcie drzwiami i 1,60 za km). Niestety przyjechało dość małe kombi, wsiadłam z tyłu, kładąc się na jednym łokciu – to kolejny sposób na nieuciskanie krocza. 😉 Szkoda, że bilety kolejowe na szczupaki drugiej klasy są tak drogie gdy kupuje się je na ostatni moment.

Czas na kontrolę

W klinice był dzień operacyjny, nawet przed świętami nie odpoczywają. Nie czekałam długo na kontrolę, wkrótce pielęgniarka przygotowywała gabinet zabiegowy, niedługo później przyszedł chirurg. Jak weszłam zdjęłam buty i spódnicę, wspięłam się na fotel. Usłyszałam, że mam seksy pończochy. 😀 A miałam podkolanówki i do tego troszkę cieńsze pończochy. Było w tym ciepło, nawet przy padającym śniegu.

Po zdjęciu opatrunku lekarz obejrzał miejsce operacji. Optymistycznie stwierdził, że wygląda ładnie, symetrycznie. A martwica którą się przejmowałam jest niewielka, przy szwach. Polecił zrobić zdjęcie do dokumentacji medycznej, zapewne chce ten efekt operacji pokazywać. Następie, skoro martwe tkanki zaczynały się powoli oddzielać, wyciął je. Nie było to bolesne, nawet nie może być – są obumarłe. Obrzęk powoduje czasem słaby dopływ krwi co ma taki skutek. Bardziej nieprzyjemna była inspekcja chirurga w czasie kontroli. Chciał sprawdzić stan cewki i łechtaczki – są nadal ukryte pod opuchlizną.

Włożenie nowego wypełnienia też nie było przyjemnością. Składał się on z dwóch dużych zrolowanych kompresów ze środkami zapobiegającymi infekcjom. Szkoda, że dopiero za drugą próbą lekarz posmarował wkład maścią. Przyznaję, że lepiej je zwija niż ja, łatwiej wtedy zaaplikować go do środka – jest sztywniejszy. Widać ma doświadczenie, przez całą podróż nie wysuwał się.  Chwilę później pielęgniarka zrobiła opatrunek – z mokrego kompresu i podpaski. Przed wyjściem z kliniki jeszcze wypiłam herbatę i poszłam do toalety. Zawsze wygodniej tam, niż płacąc na dworcu, czy w jadącym pociągu.

Powrót

Obiad zjadłam w pobliskim bistro. Zamówiłam taksówkę na dworzec, wsiadłam znanym już sobie sposobem. Niestety, nie udało mi się wymienić biletu na wcześniejszego szczupaka. Szkoda, że od tego stania w kolejce zaczęło mnie trochę boleć. Wróciłam ekspresem, co i tak było lepsze niż przesiadywanie na twardych dworcowych ławkach, nawet z poduszką. Był to pociąg z przedziałami, co oznacza, że ktoś na przeciwko siedzi. Jednak znalazło się trochę miejsca by usiąść bezpiecznie na poduszce.

Ze zmęczenia bolała mnie głowa, jednak byłam zadowolona – wypad na kontrolę mogłam uznać za udany. Choć kosztowny i męczący. Z dworca do domu podwiozła mnie znajoma, której bardzo dziękuję za fatygę. Oszczędziła mnie przesiadki na pociąg SKM i chodzenia po schodach w tunelu, a następnie podróży autobusem. Taksówką taka odległość wyszła by znacznie drożej, więc nie brałam tego pod uwagę. Czasem zadziwia mnie ludzka serdeczność, tak bardzo pozytywnie.  Nawet moja pesymistyczna znajoma martwi się, że nie może mi pomóc w tym zakresie, a sama nie ma łatwo – musiała iść na operację.

Przemyślenia około operacyjne

Jak wiadomo, operacja korekty narządów płciowych powoduje trwałą i nieodwracalną bezpłodność. Decydując się na operację nawet o tym nie pomyślałam. Przepracowałam to już wcześniej – na początku hormonalnej terapii zastępczej. Powoduje ona teoretycznie odwracalną bezpłodność. Skoro nie mogę być matką, taką biologiczną, tylko biologicznym “ojcem” nie zależy mi na genetycznie własnych dzieciach. Do tego polskie prawo jest bardzo absurdalne – jak już to bym widniała w polu ojciec, choć pewnie by nie wpisali tam kobiety. Zakładając mrożenie komórek rozrodczych – pewnie ojciec byłby “nieznany”. Jakimś rozwiązaniem jest adopcja, choć to nierealne w tym kraju. Tutaj najbardziej realną możliwością posiadania dzieci jest partnerka z dzieckiem. Jednak i tak szanse marne.

Inną kwestią jest głębokość wytworzonej pochwy. Dla niektórych transseksualnych kobiet jest to bardzo ważne. Dla mnie najważniejszy jest wygląd, głębokość jest drugorzędna. Przed operacją chirurg przewidywał ile będzie, co mnie zadowoliło. Widziałam też na zdjęciu z operacji jak głęboko jest włożone dildo używane do formowania skóry w jej trakcie. Podobnie widziałam też wielkość wkładu pooperacyjnego. Nawet nie zapytałam o dokładną wartość w centymetrach – wiedziałam, że jest dobrze. 🙂

A jutro jest Międzynarodowy Dzień Widzialności Osób Transpłciowych – wg mnie ważne święto – im więcej ludzi znających temat, to mniej przykrych sytuacji.

2 odpowiedzi do “Wyprawa na nieplanowaną kontrolę gojenia”

  1. Czekałam, pragnę wszystko wiedzieć, psychicznie jestem gotowa, aczkolwiek profesjonalnie świadoma zagrożeń, ja już odliczam czas, do zabiegu, na razie miesiącami, dalej tygodniami wreszcie dniami, wbrew pozorom, wszystkim trudnością, czytam Ciebie i patrzę z optymizmem.

Zostaw komentarz:

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.